BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »
Codziennie nowe fakty, komentarze, opinie i statystki ze świata polskiej piłki nożnej!

niedziela, 8 kwietnia 2012

Szczęście przyćmiło tragedię

Szczęście, to rzecz jasna zwycięstwo Śląska.Tragedia to gra wrocławskiej ekipy. Nikt chyba nie zaprzeczy, że to Bełchatów mimo, że słaby tej wiosny był stroną przeważającą. Wielu kibiców zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby Grzegorz Baran na samym początku meczu zamienił rzut karny na bramkę, to Śląsk nie odniósłby drugiego ligowego zwycięstwa tej wiosny. Sytuacja się jednak odwróciła gdyż fenomenalny Marijan Kelemen plus dobrze ułożona prawa noga Cristiana Diaza równa się minimalne zwycięstwo.

Zastanawia mnie jednak ogólna postawa piłkarzy Śląska, a także Oresta Lenczyka, który trochę się ośmieszył tłumacząc w pewnym momencie fatalną postawę drużyny boiskiem nowego stadionu. Ileż to raz chwalił się, że gdyby nie jego pomysł jechania na Oporowską, by przeprowadzać treningi, to nawet te by nic nie dawały? I co? Tak się złożyło (w sumie mało istotne dlaczego), że Śląsk przywitał się ze starym stadionem w tym samym sezonie, w którym się z nim pożegnał. Powiem szczerze, że gra Śląska w porównaniu do meczu np. z Ruchem (odbył się na Pilczycach) była o wiele gorsza. Bełchatów to drużyna, która do końca będzie walczyć o utrzymanie ponieważ gra tak jak gra ale wszystkie dogodne sytuacje jakie piłkarze Kamila Kieresia mieli - trochę tego było - to sytuacje po indywidualnych błędach piłkarzy Śląska w ustawieniu. To absolutnie nie kwestia murawy.

Tak na marginesie, to jeśli murawa przy Oporowskiej jest dywanem, to chyba zapomniano już we Wrocławiu wyjazd do Gdynii i grę na najlepszej obecnie w Polsce płycie.

I jeszcze coś. Być może jednak coś w tych przeprowadzkach jest. Może błędem było budowanie obiektów na Euro w innych miejscach niż mieszczą się stare stadiony klubów dla, których mają powstać. To samo jest w Gdańsku. Natomiast taki Lech gra tam gdzie grał i radzi sobie o niebo lepiej mimo, że murawa w Poznaniu jest chyba najgorsza w kraju. Czyżby dlatego, że Kolejorz jest na prawdę w domu?

Orest Lenczyk

fot:   mmwroclaw.pl

Stadion Piłkarski "Oporowska"

fot:  slaskwroclaw.pl

sobota, 7 kwietnia 2012

Polonia nie chce mistrzostwa?

Ja bardzo przepraszam wszystkich kibiców Czarnych Koszul ale jak nazwać tak defensywne ustawienie drużyny walczącej o mistrza w meczu z o nic nie walczącym średniakiem - Górnikiem Zabrze? Ten skład do mnie nie przemawia. Zauważyłem cztery rażące błędy w doborze piłkarzy przez Czesława Michniewicza. Przez to Polonia oddała jedynie 7 strzałów w tym meczu, tylko dwa celne. Jak można z jednej strony nie zmieniać zwycięskiego składu, a z drugiej nim rotować żeby zwiększyć konkurencję? Przecież, to się kupy nie trzyma. Nie wiem także jak można się zachwycać Baszczyńskim na prawej obronie po jednym meczu ze słabym Śląskiem. 6-krotny mistrz Polski w brawach Wisły sam przyznał, że nie jest w tak dobrej dyspozycji motorycznej, by grać na boku obrony jak za dawnych lat. Przecież jest profesjonalistą więc nie powie trenerowi "nie będę tam grał" ale przyjdzie słabszy mecz i Baszczyński nie wróci na stopera tylko wyleci ze składu z metką "za stary". Ponadto Maciej Sadlok nigdy nie będzie lewym obrońcą! Ileż można mówić! To samo z Tomaszem Jodłowcem. Urodzony stoper! Po jednym meczu?! On najlepiej się czuje na defensywnym pomocniku u boku Łukasza Tałki. Czy to tak trudno zrozumieć?

Personalne niewypały w meczu z Górnikiem:

1. Nie mógł grać Cotra więc Michniewicz postawił na Sadloka mówiąc przy tym, że Maciek jest bardziej defensywny. Więc pytam czy Polonia pojechała do Zabrza się bronić? Czemu nie grał Tomasz Brzyski?


2. Słabiutki Jeż gra za plecami Dwaliszwilego. Czy aby na pewno gra? Ja go nie widziałem na boisku aż do 46 minuty kiedy to zmienił go Cani.


3. Dwaliszwili sprawdził się jako dogrywający i w meczu z Jagiellonią i w meczu ze Śląskiem więc, żeby było logicznie Michniewicz wystawił go na szpicy! Paranoja! Kto mu miał piłki dogrywać? 


4. Cani i Teodorczyk zaczynają na ławce. Ponawiam pytanie. Michniewiczowi zależało na remisie czy na najniższym wymiarze kary od Górnika. Sprawdziło się ustawienie 4-4-2 ze Śląskiem więc jadąc po trzy punkty do Zabrza Polonia gra jednym napastnikiem. Bardzo racjonalne podejście! 

I co na to prezes?

piątek, 6 kwietnia 2012

Cracovia nie składa broni!

Porażka w spotkaniu z Podbeskidziem przekreśliłaby definitywnie jakiekolwiek szanse na utrzymanie Pasów w Ekstraklasie. Wydarzył się jednak rodzaj cudu i piłkarze Kafarskiego zagrali dobre nie 15 lecz całe 45 minut, co pozwoliło dopisać po meczu 3 punkty. W pierwszej części gry kibice przy Kałuży nie mogli zaliczyć do udanej. Mimo szybko strzelonej bramki przez Marcina Budzińskiego, Pasy straciły kolejnego kuriozalnego gola, a na dodatek sędzie Szymon Marciniak z Płocka nie podyktował ewidentnego karnego po faulu na Ntibazonkizie. W drugiej odsłonie gra była dużo lepsza ale bramki także były szczęśliwe. Milos Kosanovic trafił po rzucie wolnym pośrednim w polu karny. Dobrze to wykombinowali z Boljeviciem ale bardzo zawalił Richard Zajac, który nie zdążył się ustawić. Przy trzecim golu z rzutu karnego pomógł sędzia, który gwizdnął faul na Saidim słusznie, jednak miał on miejsce przed szesnastką.

Szczęśliwie, bo szczęśliwie ale Cracovia odnosi pierwsze od listopada zwycięstwo w Ekstraklasie. Czym to skutkuje? Po pierwsze broni trenera. Tomasz Kafarski zapewne inaczej zestawiłby tę drużynę kadrowo gdyby mógł ale, że ma taki materiał jaki ma, musiał dotrzeć do głów piłkarzy. Często są nieporadni ale motywacja jest widoczna. Wydaje mi się, że jeśli jakiś zawodnik ma umierać w Krakowie za swoją drużynę, to w chwili obecnej  prędzej będzie to zawodnik Pasów niż Białej Gwiazdy.

Po drugie była to miła niespodzianka dla kibiców na święta. Jeśli się czeka cztery i pół miesiąca na zwycięstwo to można się zacząć irytować.

Tym meczem Cracovia zbliżyła się do utrzymania bardzo ale to bardzo nieznacznie. Przestrzegam przed mówieniem po ewentualnym remisie czy porażce z Polonią w przyszłym tygodniu na wyjeździe o braku regularności i nic nieznaczącym zwycięstwie z Bielszczanami. Tak po prawdzie, to najważniejsze są teraz dwa mecze u siebie z Widzewem i Ruchem, a także wyjazdowy mecz w Bełchatowie na zakończenie rozgrywek. Może on zadecydować o wszystkim, gdyż remis czy zwycięstwo drużyny Kafarskiego da komfort przewagi w bezpośrednim bilansie.

Cracovia nie ma wszystkiego w swoich rękach i to jest duży dyskomfort jednak układ meczów rywali nie jest najgorszy:

ŁKS
(d) Widzew
(w) Wisła
(d) Korona
(w) Ruch
(d) GKS
(w) Jagiellonia


LECHIA
(d) Zagłębie 
(w) Lech
(d) Śląsk
(w) Widzew
(d) Legia
(w) Ruch


GKS
(w) Śląsk
(d) Jagiellonia
(w) Zagłębia
(d) Korona
(w) ŁKS
(d) Cracovia



środa, 4 kwietnia 2012

Bankrut na własne życzenie!

Dwa dni temu (2.04.12) pojawiła się sensacyjna informacja. Mianowicie zostały wstrzymane wypłaty zaległych premii dla piłkarzy Ślaska Wrocław. Jest to dla mnie skandal o jakim dawno nie słyszałem. Klub nie ma pieniędzy na bieżące prosperowanie więc nie da piłkarzem tego co się należy za zeszły rok?! Śmieszne! To właśnie znakomicie oddaje otoczę tego klubu. Zrobiło się wielkie halo żeby ludzie wiedzieli, że zawsze Śląsk mogą oglądać na Polsacie i tyle. Wszelkie opowieści o podnoszeniu kapitału i doganianiu finansowej czołówki można sobie wsadzić między bajki. Upokarzający jest fakt, że klub, z którym wiązano takie nadzieje nagle zaczyna traktować zawodników jako tych, którzy są winni wszystkiemu. Tak naprawdę jednak winni są udziałowcy! Zarówno miasto, które nie zdawało sobie sprawy co to znaczy promować się poprzez piłkę oraz bogaty udziałowiec, który nie ma zielonego pojęcia o piłce. To trener i piłkarze są winni. Proponuje za żenujące wyniki finansowe obarczyć winą murawę na stadionie na Pilczycach! Idealny winowajca tego, że ktoś się boi inwestować w to czego się podjął. Uwłaczające jest zamrażanie premii za sukcesy, które drużyna już odniosła. Chodzi o niebagatelną kwotę 2 mln zł. To niespotykane. Szkoda, że dotyczy klubu z czołówki. Dokapitalizowanie spółki kwotą 24 mln? Proszę Was! Co to za spółka, w której jedna strona daje, druga mówi, że nie da, a w efekcie nie ma ani złotówki!  A miało być tak pięknie...

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Polska Bundesliga - 28 kolejka


Obiektywny widz mógł się czuć bardzo usatysfakcjonowany po piątkowym pojedynku Borussii ze Stuttgartem (4:4). Co prawda bramkę strzelił Kuba Błaszczykowski ale tak po prawdzie to Borussia nie wygrała na własna życzenie. A Bayern nie śpi. Coraz mniej ciekawa robi się sytuacja na dole tabeli. Kaiserslautern musi się chyba już pogodzić ze spadkiem. Najważniejsze dla nas pytanie brzmi " czy Kuba Świerczok i Ariel Borysiuk będą grać w 2 Bundeslidze? Fatalna kolejka dla Sławka Peszki. Jego Koln po porażce z Augsburgiem natomiast Hannover wymazał z marzeń BMG tytuł mistrzowski ale niestety bez Artura Sobiech w składzie...

Jakub Błaszczykowski - Borussia Dortmund
(grał cały mecz, strzelił gola - Dortmund - Stuttgart 4:4)


Robert Lewandowski - Borussia Dortmund
(grał cały mecz -  Dortmund - Stuttgart 4:4)

Łukasz Piszczek - Borussia Dortmund
(grał cały mecz - Dortmund - Stuttgart 4:4)


Sebastian Boenisch - Werder Brema
(cały mecz na ławce, gol w rezerwach - Werder - Mainz 0:3)


Artur Sobiech - Hannover 96
(cały mecz na ławce -  Hannover - M'gladbach 2:1)


Mateusz Klich - VFL Wolfsburg
(poza kadrą meczową - Nurnberg - Wolfsburg 1:3)


Ariel Borysiuk - 1.FC Kaiserslautern
(grał cały mecz  - K'lautern - HSV 0:1)


Jakub Świerczok - 1. FC Kaiserslautern
(poza kadrą, grał w rezerwach  - K'lautern - HSV 0:1)


Sławomir Peszko - 1.FC Koln
(grał do 45 min. -  Augsburg - Koln 2:1)


Eugen Polanski - 1.FSV Mainz 05
(grał do 85 min.- Werder - Mainz 0:3)


Tomasz Zahorski - MSV 02 Duisburg
(poza kadrą meczową -  Ingolstandt - Duisburg 1:1)


Markus Piossek - Karlsruher SC
(poza kadrą meczową - Karlsruher- Union Berlin 2:0)


Sebastian Tyrała - Greuther Furth
(cały mecz na ławce  - Aue - Greuther Furth 1:1)


Adam Matuszczyk - Fortuna Dusseldorf 1895 
(grał do 45 min. -  Fortuna - St.Pauli 0:0)


Martin Kobylański - Energie Cottbus 
(cały mecz na ławce -  Energie - FSV Frankfurt 1:1)

ANALIZA: Wisła Kraków 0:0 Legia Warszawa

Który to już raz szlagier zawodzi? Oświadczam, że w 25 kolejce analizowanym przeze mnie meczem będzie starcie Korony Kielce z Lechem, a nie Legii z Ruchem. Mecz w Kielcach wydaje mi się o tyle ciekawszy, że obydwie drużyny są teraz na fali. Legia natomiast musi się dopiero przełamać. W piątek przy Reymonta wielkiego widowiska nie było mimo, że mecz  był dużo lepszy od derbów Warszawy. Legia zapewne zdobyty punkt może zapisać po stronie plusów gdyż kończyła mecz w dziewiątkę. Dramaturgię tego spotkania najlepiej obrazuje wyrzucenie z ławki trenerskiej trenera Macieja Skorżę, który wtargnął na murawę, by rozdzielać zawodników. Słynący ze spokoju i opanowania Skorża dał się ponieść emocjom lecz ostatecznie nie kopnął bidonu, który napotkał na swojej drodze idąc w stronę tunelu (możliwa będzie kara dla Skorży gdyż nie zasiał na trybunach, a stał przy wejściu do tunelu).

 Michał Probierz natomiast, który jeszcze nigdy ze Skorżą nie wygrał, dwoił się i troił przy linii bocznej. Nic jednak nie wskórał.Z tego meczu zapamiętamy niestety bardzo dobrze Daniela Stefańskiego. Arbiter nie raz stał się głównym aktorem spektaklu. Druga kartka dla Jędrzejczyka była tego dobrym przykładem. Wisła na plus w tym meczu musi jednak zapisać występ aż pięciu Polaków w pierwszym składzie. Proponuję zacząć stosować taktykę Lecha i grać bez piłkarzy, z którymi na pewno nie zostaną przedłużone kontrakty. Przecież i tak jedynie Puchar Polski może Wisłę uratować. Legia jest mocno zahamowana ale nie jest w kryzysie. Stwarza dużo sytuacji. Są to klarowne sytuację i tylko skuteczność sprawia, że derby Polski z Wisłą były czwartym z kolei remisem.

 Zastanawia fakt ciągłego liderowania w Ekstraklasie. Pokazuje to jak konkurencja do mistrzowskiego tytułu jest słaba. Przecież Polonia i Śląsk, a nie Ruch i Korona miały się bić o majstra. Mocnym akcentem tego meczu miał być wstęp w pierwszym składzie Patryka Małeckiego jednak będący na walizkach pomocnik Białej Gwiazdy wyróżnił się jedną tylko akcją (dośrodkowanie na Chaveza), poza tym był niewidoczny, podobnie jak Melikson. Graczem meczu był dla mnie Ljuboja. Można mu zarzucić, że za dużo mówi, że "żyłuje" ale potrafi też wypracować dogodną okazję (i to prawą nogą!).

 Legia nadal kandydatem numer jeden do tytułu, Wisła natomiast o mistrzostwie już zapomniała, nadzieja na podium pewnie by się jeszcze tliła ale w sobotę solidnie padało więc zostaje Puchar Polski...

Małecki w walce z Nacho Novo i Ivica Vrdoljakiem
Wisła - Legia 0:0
fot:  sport.dziennik.pl

Daniel Stefański - arbiter główny
Daniel Stefański - fot. Woytek / Legionisci.com
fot:  Woytek/Legionisci.com

niedziela, 1 kwietnia 2012

Status Quo antybohatera!

Patryk Małecki został przywrócony do pierwszego zespołu Wisły. Nic jednak się nie zmieniło. Ani piłkarz nie gra lepiej (słaby występ z Legią), ani nie wytrzymuje więcej kondycyjnie (były zarzuty o złe przygotowanie i widać to cały czas na boisku), anie także w kwestii zachowania piłkarza. W "hitowym" meczu z Legią Małecki machał rękami, używał wulgaryzmów pod adresem sędziego (widać to dokładnie na zapisie z meczu) mimo, że nie miał nawet racji gdyż sytuacja dotyczyła jego dwumetrowej pozycji spalonej. Nie jest to jednak istotne kto miał racje. Takie zachowanie jest niedopuszczalne. Znamy jednak dwa powody dla, których Małecki został przywrócony. Nie jest nim bynajmniej danie mu kolejnej szansy ponieważ w Krakowie liczą na to, że Małecki będzie przy Reymonta grał do końca kariery i zostanie legendą Białej Gwiazdy. Wręcz przeciwnie. Po epizodzie w Anglii (treningi/testy w Middlesbrough) pojawiła się szansa na sprzedanie piłkarza latem. Jednak, by zainteresować poważnego kontrahenta, Małecki nie może przez cztery miesiące trenować indywidualnie. Po drugie Michał Probierz ma małe poje manewru w drugiej linii. To znaczy pomocników ma wystarczającą ilość ale ze skrzydłami bywa kłopot. Zwiększył sobie tym sposobem zakres możliwości i już nie ma przymusu wystawiania na skrzydle Meliksona. Kirm i Iliev swoją dyspozycją nie przekonują więc Probierz skorzystał z tego, że Małecki jest jeszcze te dwa miesiące w Wiśle. Nie zmienia to jednak faktu, że 24-letni pomocnik stwarza problemy natury mentalnej. Ma to zły wpływ na szatnie. Jestem jednak przekonany, że gdy znajdzie się w zupełnie innym środowisku gdzie sam będzie musiał zapracować na wszystko od początku, a na dodatek nik tnie będzie mówił po polsku, to siłą rzeczy spokornieje. Natomiast Wisła zarobi, nic nie tracąc...


fot:   wisla-krakow.przegladsportowy.pl