BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »
Codziennie nowe fakty, komentarze, opinie i statystki ze świata polskiej piłki nożnej!

sobota, 4 lutego 2012

Polskie frakcje w Bundeslidze

Polaków Bundeslidze przybywa z każdym oknem transferowym. Walczą już na wszystkich frontach. Od mistrzostwa po awans do 1.Bundesligi. W tym momencie na dwóch najwyższych szczeblach rozgrywek w Niemczech gra 12 Polaków. Zaliczając Mateusza Klicha, który nie należy do kadry pierwszego zespołu Wolfsburga. Zdanie na temat naszych zawodników z sezonu na sezon jest coraz lepsze. Dlatego niemieckie kluby tak często sięgają po nasze gwiazdy. Z korzyścią dla jednych i drugich. Kluby mają klasowych graczy, których wartość rośnie, a piłkarze mocne kluby, z których bliżej im do Reprezentacji. Wydaje się (na podstawie minionej dekady), że najlepiej naszym zawodnikom wiedzie się właśnie za zachodnią granicą. Tam docenia się ich pracę. Mogą wyrobić sobie markę. W Hiszpanii czy Anglii tak nie jest, a Niemcy to przecież także światowa czołówka. Co poniedziałek znajdziecie na blogu raport z występów naszych piłkarzy w Bundeslidze. Poniższe zestawienie prezentuje o co walczą w obecnym sezonie.

MISTRZOSTWO I PUCHARY:

Jakub Błaszczykowski - Borussia Dortmund
Robert Lewandowski - Borussia Dortmund
Łukasz Piszczek - Borussia Dortmund
Sebastian Boenisch - Werder Brema
Artur Sobiech - Hannover 96
Mateusz Klich - VFL Wolfsburg *

UTRZYMANIE:

Ariel Borysiuk - 1.FC Kaiserslautern
Sławomir Peszko - 1.FC Koln
Eugen Polanski - 1.FSV Mainz 05
Jakub Świerczok - 1. FC Kaiserslautern

AWANS:

Tomasz Zahorski - MSV 02 Duisburg
Martin Kobylanski - Energie Cottbus
Markus Piossek - Karlsruher SC
Sebastian Tyrała - Greuther Furth
Adam Matuszczyk - Fortuna Dusseldorf 1895 **

*   - Mateusz Klich trenuje z drugą drużyną i jeszcze nie zadebiutował w 1.Bundeslidze
** - Adam Matuszczyk jest wypożyczony do Fortuny Dusseldorf z 1. FC Koln






piątek, 3 lutego 2012

Tarasiewicz ratuje honor...

Weźmy wagę i na jednej szalce postawmy walkę o utrzymanie dla klubu, który tak naprawdę chce spaść z Ekstraklasy, a na drugiej swoje dobre imię i reputację. To oczywiste, że druga szalka będzie wyżej. Ileż można! Każdego dnia słyszeć co będzie jeszcze gorsze niż było jesienią! Bądź co bądź Ryszard Tarasiewicz ma bardzo dobrą reputację za to czego dokonał w Śląsku Wrocław. Czy kolejnym sukcesem byłby spadek z wielkim hukiem do I ligi? Kto się na to porwie? Lada chwila może dostać intratną propozycję. Często słyszę głosy, że skoro jest taki dobry to czemu przez 8 miesięcy od zwolnienia ze Śląska nie podjął pracy? Otóż odpowiadam po raz ostatni. Przez ten czas Śląsk miał dwóch trenerów. Lenczyk pracował i pobierał wynagrodzenie, Tarasiewicz tylko zarabiał gdyż wrocławskiemu klubowi bardziej opłacało się wypełnić kontrakt Tarasia niż zapłacić mu odszkodowanie za jego zerwanie. Teraz dopiero ulubieniec Wrocławskich kibiców staje na nogi. Szkoda tylko, że w takiej atmosferze. Jak pracować w klubie, który błaga kibiców o pieniądze, żeby przetrwać kilka miesięcy? Następca Tarasiewicza będzie Tomasz Arteniuk. Rzekomo kontaktowano się z Michałem Probieżem, który dopiero co zakończył swoją przygodę z Arisem Saloniki. Na pytanie o ŁKS, były opiekun min. Jagiellonii odpowiedział wymownie i lapidarnie: "bez komentarza"...

Ryszard Tarsiewicz:













fot: gwizdek24.se.pl

czwartek, 2 lutego 2012

Borysiuk był bliski błędu!

Saga pt. "Ariel zmienia klub" zaczęła męczyć i denerwować już chyba wszystkich. Za pół roku zobaczy jak dobrze zrobił, że nie połasił się na wyższe zarobki w Club Brugge. Osobiście uważam, że lepiej walczyć o utrzymanie w Niemczech niż o puchary w Belgii. Z Niemiec bliżej do kadry, a ostatnie doświadczenia polskich piłkarzy jednoznacznie przemawiają za takim rozwiązaniem. Łukasz Piszczek do Borussi Dortmund trafił z Herthy Berlin, która... spadła wtedy z Bundesligi! Hertha spadła, Piszczek został. Z kolei wyróżniający się w Ekstraklasie Grzegorz Sandomierski został oszukany i gdyby nie wypożyczenie do Jagielloni, mógłby się z kadrą pożegnać na długo, siedząc na ławce w Genk. Inaczej się traktuje naszych piłkarzy w Niemczech, a inaczej w Beneluksie czy na Wyspach Brytyjskich. Dobrze zrobił. Odszedł, bo Legia naciskała. Stało się to i tak za późno, bo 2 miliony euro to pokaźna jak na nasze realia kwota lecz wątpliwe, by Legia zdążyła wkomponować w zespół np. nowego napastnika mimo, że ma na niego pieniądze. Ponadto będzie kłopot z ewentualnym zgłoszeniem nabytku do Ligii Europy. Myślę jednak, że lepiej było oddać Borysiuka niż Rybusa. Ciekawe jak zareagują dziennikarze za naszą zachodnią granicą. Może się okazać, że takie łamanie słowa danego klubowi i rezygnacja z ofert w ostatniej chwili może zostać podciągnięte pod arogancję, a w Niemczech nie jest łatwo funkcjonować z metką aroganta. Przekonał się o tym dotkliwie min. Franck Ribery. Kaiserslautern to dobra szkoła dla defensorów. Pracy będzie dużo ale przynajmniej miejsce w składzie pewne. Pogratulować!

Ariel Borysiuk:














fot:   gwizdek24.se.pl

środa, 1 lutego 2012

Paweł Brożek został Celtem!

Tonący brzytwy się chwyta. To powiedzenie idealnie pasuje do postaci Pawła Brożka. Z jednej strony zawodnik, który nie gra w zagranicznym klubie, a ma zamiar wystąpić na Euro powinien wrócić do Polski. To najkrótsza droga do kadry Smudy. Jednak jest to problem zarówno dla piłkarza jak i pracodawcy gdyż zawodnik nie dostanie takich zarobków jak np. w Turcji, a i tak jego wynagrodzenie dla polskiego klubu jest gigantyczne, natomiast od strony sportowej, to wydźwięk takiego powrotu jest prosty: "jestem za słaby na zagranicę - wracam do kraju". Brożek zagrał va banque. Szkocka liga od tureckiej różni się diametralnie. Może się okazać, że zabraknie mu zwyczajnie siły aby przepychać się z nie najlepszymi technicznie ale imponującymi warunkami fizycznymi stoperami Scottish Premier League. Celtic ma także opcję pierwokupu, a cena za polskiego napastnika oscyluje w okolicach 800 tys. euro. To nie dużo i zapewne lider tabeli szkockiej ekstraklasy takie pieniądze wyłoży jednak musi mieć po co. Brożkowi na ustabilizowanie swojej kariery pozostały trzy miesiące. Po tym czasie będą zapadały kluczowe decyzje. Jeśli jego początek na wyspach będzie taki jaki miał Maciej Żurawski (20 goli we wszystkich rozgrywkach), to o wykupienie przez Celtów Brożek nie ma się co martwić. Jeśli jednak znów usiądzie na ławce to w lecie prawdopodobnie znów zawita do Ekstraklasy. Wydaje się jednak, że taki obrót sprawy jest zdecydowanie lepszy niż drogą, którą wybrał jego brat - Piotr. Lewy obrońca został wypożyczony do Samsunsporu. Do kadry się więc nie przybliżył...

Paweł Brożek
 
fot:   fakt.pl

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Spokojna zima przy Reymonta

Tak spokojnie pod Wawelem nie było od dawna. Zapewne dyrektor sportowy Stan Valckx wykonuje swoje obowiązki lecz robota mu się w rękach nie pali. Powód jest powszechnie znany. Mianowicie Wisła nie zamierza przeprowadzać tej zimy jakichkolwiek transferów. Cały czas mówi się o pozyskaniu z Widzewa Dudu ale to raczej temat zakończony, ewentualnie odłożony do lata. Po fiasku negocjacji z Jakubem Świerczokiem, Wisła skupia się na tym co ma czyli kadrze w obecnym kształcie. Cel nadrzędny to oczywiście mistrzostwo ale pokusa wyeliminowania rywala w europejskich pucharach w tym sezonie większa była jedynie przed meczem z Apoelem. Na dodatek mecz o Superpuchar, który jest dla kibiców niezmiernie ważny gdyż otworzy on piłkarsko Stadion Narodowy, a na dodatek będzie konfrontacją z odwiecznym rywalem - stołeczną Legią. Jeśli zapowiedzi dotyczące wystartowania w przygotowania z tego samego pułapu Dudu Bitona i Cwetana Genkova są prawdziwe to wreszcie będzie można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż Wisła ma dwóch snajperów. Zdrowy Melikson i Sobolewski to spokój w pomocy, jeśli natomiast kontuzji nie dostanie znowu Michał Czekaj i Marko Jovanovic, to trener Moskal może spać spokojnie. No chyba, że coś stałoby się Sergiejowi Pareice, to wówczas zaczynają się schody. Więc jak widać fakt, że potrzebna jest gruntowna przebudowa szatni nie jest równoznaczny ze skazywaniem Wisły na porażkę na wszystkich czterech frontach (licząc także Superpuchar). Latem niech się dzieje co chce lecz teraz kadra musi pracować w obecnym kształcie. Trener Moskal znakomicie zna tych piłkarzy i waśnie nie robienie zbędnego zamieszania może sprawić, że Wiśle uda się coś zawojować w kraju i europie. Nie ma co narzekać. Wisła słaba nie jest. Wiedzą to zarówno w Warszawie jak i w Liege...

niedziela, 29 stycznia 2012

Czas Stilicia w Lechu dobiega końca

Czas Semira Stilicia w Lechu dobiega końca. Niby szukanie sensacji cieszy czytelników, bo do zaistnienia konkretów w danej sprawie coś się dzieje, to jednak opinia publiczna, a szczególnie kibice Lecha mają już dość niejasnych komunikatów ze strony klubu i humorów samego piłkarza. Fakty są jednak takie, że
 Bośniak odejdzie latem. To dobrze ponieważ jest to duże wsparcie we wiosennej walce o Ligę Europy, bardzo źle gdyż Kolejorz nie zarobi na rozgrywającym ani złotówki. Ma to swoje dalsze konsekwencje gdyż okazuję się, że poza Artjomem Rudnevem nie ma kogo sprzedać! Niby jest Murawski ale wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że zarobić pieniądze nie może być zarazem rozbiciem całego zespołu. Stilic w Lechu jest od 2008 roku. W tym czasie wywalczył mistrzostwo, Puchar i Superpuchar, a także dojechał poznańską lokomotywą do 1/16 Ligii Europy i Pucharu UEFA. Zaczął być rozpoznawalny gdyż skauci klubów zwłaszcza niemieckich żywo interesują się asem Lecha od jakichś trzech lat. Dziś Stilic mógłby już być od dawna piłkarzem Celticu Glasgow, Mainz czy Wolfsburga. Jednak włodarze Lecha nie zdecydowali się na sprzedaż. Można było zainkasować wówczas nawet 2,5 mln euro, teraz kwota ta jest równa zeru. Pozostaje nadzieja, że pracujący na transfer do Werderu Brema czy Borussi M'gladbach Stilic błyśnie na tyle, by dać Lechowi puchary. Następca? I tu dochodzimy do powodu dla, którego Stilicia nie sprzedano wcześniej. Za następce z prawdziwego zdarzenia trzeba zapłacić. I to wcale nie mało bo przynajmniej 500 tys. euro. Takich pieniędzy Lech na środkowego pomocnika w ostatnim roku wydać nie chciał. Teraz nie ma wyboru chyba, że... No właśnie! Temat bomba! Jest propozycja wypożyczenia do końca sezonu z Wolfsburga Mateusza Klicha! Ma to szanse powodzenia jednak jest kłopot ponieważ Lech chce płacić byłemu graczowi Cracovii jedynie 30% wynagrodzenia z "Bundesligi". Ten cudzysłów wskazuje na to, że bardzo możliwe iż zawodnik jednak na taką ofertę przystanie. Sam deklaruje, że chętnie wróciłby do Polski. Pewnie nie do Cracovii, bo to oznacza przyznanie się do błędu ale Poznań byłby dobrym kierunkiem. Fakty są takie, że teraz rozpocznie się nowa zabawa pt. "Kto zastąpi Semira?". Oby nie był to tylko sequel serialu "Wisła szuka bramkarza"...

Semir Stilic

fot:   zpierwszejpilki.com.pl

Mateusz Klich

fot:   weszlo.com

sobota, 28 stycznia 2012

Dariusza Pasieki obraz fałszywy cz. 2

23 września ubiegłego roku, na blogu pojawił się artykuł pt."Fałszywy obraz Dariusza Pasieki". Poniższy wpis jest ponownym poruszeniem tematu niesprawiedliwej oceny szkoleniowca, po czterech miesiącach jego pracy w Cracovii.

Po nominacji 46-letniego szkoleniowca na następce Jurija Szatałowa pojawiły się głosy, że skoro "zdegradował Arkę to nie może "uzdrowić" Cracovii. Trzeba sprostować jedną rzecz. Pasieka Arki nie zdegradował! Drużynę trenował do 19 kolejki sezonu 2010/2011 włącznie i w tych 19 meczach jego zespół zdobył 19 punktów co daje mu średnią 1 punkt na mecz. Arka po jego odejściu zatrudniła Czecha Frantiska Strake. Pod jego wodzą Arka rozegrała 11 spotkań, w których zdobyła zaledwie 9 punktów. Jego wynik to 0,82 punktu na mecz. Która Arka grała lepiej? Idąc tym tropem to gdyby nie pożegnano Pasieki, a jego drużyna nadal zdobywała średnio 1 punkt na mecz to na koniec rozgrywek jej dorobek wyniósłby 30 punktów. O 1 punkt więcej niż Cracovia (29)! Więc Arka utrzymałaby się w Ekstraklasie i dzisiaj szykowała się do derbowego meczu z Lechią kosztem "Pasów". Nie można więc obarczać trenera Pasieki za klęskę Arki. Robił co mógł. Zaszczepił dobrą koncepcje gry w umówmy się nie zbyt rewelacyjny materiał ludzki, którym dysponował. W Krakowie ma w porównaniu do Gdyni komfortowe warunki pracy. Taktyka ta sama, typowa dla Bundesligi (w dużym skrócie: atakujemy jak mamy czym, a jak nie to chociaż nie straćmy gola) ale piłkarze lepsi. Na dodatek możliwość sprowadzenia do klubu potrzebnych piłkarzy bez mrugnięcia okiem. Efekty? Lepsze niż w Arce. 12 punktów w 10 meczach czyli średnia 1,2 punktu na mecz. Na ten wynik składają się 3 zwycięstwa, 3 remisy i 4 porażki. I jeszcze jedna ważna wartość liczbowa. Za jego kadencji w Cracovii "Pasy" tracą "zaledwie" 0,8 gola na mecz co względem wcześniejszej postawy obrony jest sukcesem. Pytanie tylko czy to wystarczy do osiągnięcia sukcesu?


fot:   sportowacracovia.wordpress.com