BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »
Codziennie nowe fakty, komentarze, opinie i statystki ze świata polskiej piłki nożnej!

środa, 31 sierpnia 2011

Cracovia się zbroi...

W ostatnim dniu okna transferowego w Cracovii dokonano dwóch poważnych transferów. Zapewne nie zainteresuje to selekcjonera Smudy bo obaj piłkarze to obcokrajowcy. Najbardziej znanym z dwójki nowych zawodników jest Tamir Cahlon. Ofensywny pomocnik z Izraela testowany był podczas okresu przygotowawczego przez Legię ale tam postawiono na Moshe Ohayona. Polski klub porozumiał się z Maccabi Tel Awiw i rozgrywający został wypożyczony na rok. Drugim, który przyszedł z odsieczą jest Jan Hosek. 22 letni reprezentant czeskiej młodzieżówki jest stoperem o bardzo dobrych warunkach fizycznych. Ostatnio grał w FK Teplice. Obrońcy są w Cracovii na wagę złota ponieważ dręczą tę formację kontuzję oraz błędy. Na szczęście na najbliższy mecz ligowy z ŁKS-em zdolny do gry będzie Łukasz Nawotczyński oraz być może Hesdey Suart. Jednak najbardziej rzucał się w oczy w tych 5 meczach brak rozgrywającego. Teraz jest w Cracovii szansa na zapełnienie luki Klichu. Cahlon wydaje się być naturalnym wyborem na tę pozycję ale nie zapominajmy młodym Słoweńcu - Roku Strausie...

Łódzki KS outsiderem do końca sezonu?


Po 5 kolejkach nowego sezonu beniaminek z Łodzi zajmuje ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem zaledwie punktu. W pięciu rozegranych meczach Łodzianie strzelili tylko 1 gola, a stracili aż 14. Można by powiedzieć, że to murowany kandydat do spadku lecz jak pokazały ostatnie sezony nawet w 29 kolejce nie było wiadomo kto na pewno spadnie, a kto pozostanie w elicie. Dajmy sobie więc jednak spokój z wyrzucaniem kogoś z ligi już teraz. Trzeba pamiętać o tym, iż dwie ostatnie drużyny pożegnają się z ekstraklasą lecz pozostało do tego momentu jeszcze 25 kolejek. Przejdźmy jednak do gry. Przed sezonem niestety dla ŁKS-u nie udało się utrzymać w składzie dwóch wschodzących gwiazd polskiej piłki czyli Jakuba Koseckiego i Krzysztofa Mączyńskiego. Do zespołu przyszli natomiast dobrze zapowiadający się piłkarze. Tomasz Nowek ( Bogdanka) Radosław Pruchnik ( Flota), Cezary Stefańczyk ( Zawisza), Sebastian Szałachowski (Legia) oraz Czarnogórzec  Pavle Velimirovic ( OFK Petrovac). Oprócz tego zespół zasilił doświadczony Marek Saganowski.  Dwaj pierwsi usiedli na ławce i zbyt często się z niej nie podnoszą. Stefańczyk gra ale lista jego pomyłek jest imponująca. Szałachowski błysnął dopiero golem w meczu z Legią, a Saganowski to klasowy zawodnik i to widać na boisku lecz nie przyniosło to jeszcze żadnych efektów. Najlepiej chyba z pozyskanych piłkarzy spisuje się Velimirovic. Zastąpił w bramce po meczu z Polonią słynnego Bogusława Wyparłę. Radzi sobie dobrze. Na PGE Arenie nie puścił gola w meczu z Lechią, a przy trafieniach Legionistów w 5 kolejce nie miał nic do powiedzenia, a i tak kilka interwencji zaliczył ( np. wybronił sytuację sam na sam z Rybusem). Transfery na miarę utrzymania może i to są ale tylko w teorii. Jak zwykle wszystko zweryfikowało boisko. Jednak przy ul. Alei Unii w Łodzi znają pojęcie transferu last minute. Oczywiste jest, że trener Bratkowski chciałby mieć szerszą kadrę, Co ciekawe do ŁKS-u nie przyszli jedynie wolni zawodnicy, ale wypożyczono także piłkarzy z lepszych klubów. Tuż przed zamknięciem okna transferowego dołączyli do Łodzian: Mladen Kascelan ( wypożyczony z Jagiellonii do końca sezonu),  Paweł Golański ( wypożyczony z Korony Kielce do końca rundy),  Robert Szczot ( wrócił z Grecji - wolny zawodnik) oraz Antoni Łukasiewicz ( wypożyczony ze Śląska Wrocław do końca roku). Transfery te powinny poprawić grę w defensywie ale nie wiadomo w jakiej formie jest nowy napastnik czyli znany dobrze w lidze Szczot. Być może to on będzie lekarstwem na małą ilość sytuacji pod bramką przeciwnika.  Mimo ciekawych ruchów ŁKS-owi ciężko będzie im grać o środek tabeli co nie zmienia faktu, że szanse na utrzymanie są takie jak w przypadku pozostałych zespołów z miejsc 9-16. Przed następną  przerwą na reprezentację ŁKS zagra na wyjeździe z Cracovią, u siebie z Górnikiem ( zespół rozgrywa mecze domowe w Bełchatowie), w Lubinie z Zagłębiem i w 9 kolejce możliwe, że już u siebie w Łodzi z drugim beniaminkiem czyli Podbeskidziem. Życzmy im powodzenia....

wtorek, 30 sierpnia 2011

Początki Reprezentacji czyli jak to się stało?


Reprezentacja w każdym kraju, który ją posiada jest najwyższym dobrem. Nie istotne jaka ona jest. Dla każdego piłkarza na świecie powołanie do kadry narodowej jest szczególnym wyróżnieniem. Jednak ta reprezentacja nie wzięła się z niczego. Najprostsza definicja tego wytworu to zbiór najlepszych piłkarzy danej narodowości reprezentujący swój kraj. Jednak od tego już mamy wyjątki w postaci naturalizacji. Przejdźmy jednak do naszej kadry i jej początku. Jak powstała, gdzie, kiedy, w jakim celu itd. Warto jest na prawdę cofnąć się do roku 1919. Za rok miały odbyć się letnie igrzyska olimpijskie w Antwerpii. W 1920 roku odbyły się także pierwsze rozgrywki o mistrzostwo Polski jednak sezonu nie dokończono. Najbliżej wygranej była Garbarnia ale to nie zostało nigdy potraktowane oficjalnie. Mimo to było już w tym okresie wiele klubów  z, których można było wybierać zawodników do kadry. Chęć wystawienia drużyny narodowej na tych igrzyskach spowodowała, że powstał związek. Ten właśnie tak krytykowany dzisiaj Polski Związek Piłki Nożnej. Został założony w Warszawie w grudniu 1919 roku na potrzeby stworzenia drużyny olimpijskiej.  Co ciekawe pierwszym trenerem - selekcjonerem był amerykański wojskowy - kpt. Chris Burford. Stworzył on kadrę, która podzielona została na dwie grypy: olimpijską i rezerwową. Brak stabilności finansowej spowodował, że Polacy jednak  na Igrzyskach w Antwerpii nie wystąpili. Pierwszy mecz w historii Reprezentacja rozegrała z przedstawicielami Lwowa. Pokonała ich 12:1 jednak był to mecz nieoficjalny. Premierowe spotkanie między państwowe zostało rozegrane w 1921 roku i przegraliśmy w Budapeszcie 1:0. O tym meczu można by napisać książkę. Tło i przebieg są bardzo ekscytującym tematem jednak bardzo obszerny. Teraz zwróćmy uwagę tylko na jedno. Wówczas stosowano zupełnie inne ustawienia. Przypomnijmy sobie to co mówił wielki selekcjoner Reprezentacji z lat 1970-76 Kazimierz Górski, że drużynę budujemy od tyłu. Te 50 lat wcześniej takiej teorii jeszcze nie znano więc w skrócie można powiedzieć, że zagraliśmy w tym meczu ustawieniem 2-3-4-1. Niespotykana jest już dzisiaj gra trójką obrońców, a co dopiero dwójką. Dlatego wynik tego meczu jest bardzo niski. W tym okresie padało zdecydowanie więcej goli niż dzisiaj właśnie z tego powodu, że stawiano przede wszystkim na atak. Żeby było ciekawie to rozegrano rewanż. Madziarowie przyjechali do Krakowa i na stadionie Cracovii rozbili nas 3:0. Pierwszy wygrany mecz odbył się rok później w Sztokholmie. Pokonaliśmy Szwedów 2:1. W kontekście dalszych poczynań warto powiedzieć także o pierwszych mistrzostwach świata. Wówczas przyszło nam zagrać historyczny mecz o występ na  turnieju we Francji. 1938 rok nie był jednak szczęśliwy. W rzeczonym spotkaniu  pokonała nas Brazylia 6:5 a mecz rozegrano na neutralnym terenie w Szwecji. Dalsze losy kadry są już bardziej szczęśliwe jednak z tym też bywało różnie. W końcu nadeszły jednak lepsze czasy. W dorobku mamy dwa brązowe medale mistrzostw świata, dwa srebra olimpijskie i słynne złoto z 1972 roku z Monachium oraz historyczny awans na mistrzostwa europy w roku 2008. Na koniec kilka ciekawostek. Pierwszego gola w historii Reprezentacji strzelił Józef Klotz, który z rzutu karnego pokonał bramkarza Szwedów w pierwszym historycznym zwycięstwie na wyjeździe 2:1. Najszybszego gola w historii strzelił Rafał Boguski w konfrontacji z San Marino. Było to w 26 sekundzie meczu. Co ciekawe mecz ten zakończył się wynikiem 10:0 dla Polski co jest najwyższym zwycięstwem w historii. Oprócz wymienionego wcześniej meczu z Brazylią nigdy więcej nie zdarzyło się aby Polska nie wygrała meczu w, którym jeden z naszych piłkarzy strzelił 4 gole, a rezerwowy brakarz naszej ekipy podczas baraży o MŚ we Francji w 1938 roku - Walter Brom jest najmłodszym golkiperem powołanym na Mistrzostwa Świata w historii. Miał wówczas 17 lat i cztery miesiące. Ciekawię więc się zaczynało i ciekawie będzie już niebawem bo przed nami, rzecz z punktu widzenia historii niesłychana. Mianowicie Mistrzostwa Europy rozgrywane częściowo w Polsce. Kiedyś dopingowaliśmy ekipy Kałuży, Górskiego, Gmocha czy Engela. Dzisiaj połączmy siły by wesprzeć kadrę Franciszka Smudy...

Postęp w piłce czyli "komercjalizacja"


Chyba nie ma na świecie zawodowych rozgrywek, które mogłyby się odbyć same z siebie. Czego się nie tkniemy i tak znajdziemy logo sponsora. Czy to dobrze? Tak i nie. Z jednej strony miliony ludzi na świecie ekscytuje się transferami za dziesiątki milionów euro, a z drugiej przecież kiedyś tak nie było i także mogliśmy podziwiać wielkie widowiska. Młodszym kibicom zapewne nie jest łatwo uwierzyć, że kiedyś piłkarze nie dostawali pieniędzy za grę ani kluby nie były wstanie się utrzymać same. Reklamy na koszulkach to była jakaś abstrakcja jednak ostatnio (jakieś 3 lata temu) zagorzały pod tym względem klub czyli hiszpański Athletic Bilbao został zmuszony przez kłopoty finansowe do umieszczenia na swoich trykotach reklamy. Dzięki temu nie ma już chyba w europie klubu który pod herbem i logiem producenta koszulek nie miałby znaku reklamowego sponsora. Tak już jest i koniec. Coraz większe pieniądze są pompowane w piłkę. Jest to jeden wielki interes i pomału to nie piłka zaczyna nakręcać biznes tylko biznes piłkę i to jest trochę przykre. Warto jednak spojrzeć w karty historii i zobaczyć jak to kiedyś funkcjonowało. Dla przykładu w 1992 roku w Anglii pierwszy piłkarz osiągnął tygodniówkę rzędu 10 tysięcy funtów. Był to napastnik FC Liverpool - John Barnes. W roku 2009 natomiast pierwszym z tygodniówką 200 tysięcy funtów został Argentyńczyk Carlos Tevez grający wówczas w Machesterze City. To pokazuje jak ostatnie 20 lat wiele zmieniło w piłce. Trzeba się trochę natrudzić by zrozumieć, że kiedyś w piłkę grało się po pracy. Człowiek zarabiał, a następnie rekreacyjnie doskonalił swoje piłkarskie umiejętności. Tak było jeszcze po II Wojnie Światowej. Dlaczego nie było wynagrodzeń. Dlatego, że nie miał ich zwyczajnie kto zasponsorować. Kluby były tworzone "resortowo". To znaczy dany zakład pracy zrzeszał swoich pracowników i ci tworzyli zespół. Oczywiście po godzinach i za darmo. Na Wyspach Brytyjskich były także przypadki odwrotne. Niektóre podmioty państwowe były przeciwne tego typu inicjatywom gdyż chcieli uniknąć zawiązywaniu się więzi między pracownikami aby zmniejszyć ryzyko wybuchnięcia buntu. Co i tak się nie zawsze udawało ( kopalnie). Gdy drużyna jednak odnosiła sukcesy, właściciele głównie różnych fabryk na zachodzie zaczynali się interesować piłką jako potencjalnym zyskiem. Inwestowano. Na początku piłkarze byli uprzywilejowani lecz nie oznacza to, że mogli nie pracować bo dostawali nie wiadomo ile pieniędzy. Mowa tutaj głównie o Anglii bo to przecież kolebka wielkiego futbolu ( mimo, że można przyjąć, iż piłka nożna to wytwór nawet starożytnych Chińczyków). Zejdźmy jednak na ziemię. Ciężko w to uwierzyć ale pierwszym polskim piłkarzem, który wyjechał na zachód był Robert Gadocha. Było to w 1975 roku. Lewoskrzydłowy Reprezentacji Polski został zawodnikiem francuskiego FC Nantes. Była to niesłychana sensacja i swojego rodzaju przełom. Jednak jest to dzisiaj niczym wobec transferu Roberta Lewandowskiego z Lecha do Borussi Dortmund za 4 mln euro, czy rekordowo wysokiego odstępnego za polskiego piłkarza czyli 5,25 mln euro za Adriana Mierzejewskiego, które wyłożył turecki Trabzonspor. Tak już jest. Sponsoring równa się budżet, budżet równa się możliwości. Talent talentem ale pieniądze muszą być. Kiedyś grali najlepsi bo i tak wszyscy byli równi. Nie było przepychanek o wysokość premii bo jak mówić o premiach skoro nie było nawet pensji. I czy nie było wtedy prościej? Chyba było lecz ciężko wrócić do tamtych czasów. Zbyt wiele się zmieniło i trzeba spróbować nadążyć za tym co mamy dzisiaj...

niedziela, 28 sierpnia 2011

Lech nie dał rady


Lech Poznań przegrał z Górnikiem Zabrze na wyjeździe 1:2. Okazje miał ale nie dominował już tak jak we wcześniejszych meczach. Coś się zmieniło? Otóż nie. Górnik zagrał  niespotykanym w naszej lidze presingiem. Uniemożliwiło to zdominowanie środka pola przez Lechitów. Niewidoczny był Możdżeń, Stilicia było mniej niż zwykle, a Rudniew  nie dostawał podań .Górnik wygrał po pięknym golu Kwieka z dystansu oraz karnym wykonywanym przez Adama Banasia. Honorowego gola w samej końcówce strzelił Krivets. Poza tym, że był to pierwszy karny dla Górnika od czterech lat to należy powiedzieć kto go wywalczył. Otóż oczywiście Aleksander Kwiek. W przypadku Lech ciężko mówić o zadyszce. Raczej nie zmienią stylu. Efektywność zmalała jednak co innego może martwić w Poznaniu. Kontuzjowana jest ostoja defensywy czyli Hubert Wołąkiewicz. Pewne jest, że na kadrę nie pojedzie. Szkoda bo to fantastyczny obrońca. Następca Bosackiego. W następnej kolejce Lech podejmie już przy ul. Bułgarskiej Wisłę Kraków

Szybkością można wiele nadrobić



W meczu z Zagłębiem Lubin Cracovia zdobyła dopiero drugi punkt. Nadal okupuje 15 miejsce w tabeli ale widać, że w tej drużynie tkwi potencjał. Jest lepiej w obronie co jednak nie uchroniło Krakowian przed stratą bramki. Udało się jednak te straty odrobić. Można było już wcześniej. Sędzia Trochimiuk jednak nie uznał bramki Suvorova. Słusznie? Ciężko powiedzieć. Mógł uznać, mógł nie uznać. Faul może i był ale to dlatego, że Hanzel zaspał i dał się wyprzedzić w walce o górną piłkę. Mołdawianin nie mógł uwierzyć, że sędzia nie uznał możliwe, że pierwszego w życiu gola Suvorowa strzelonego głową. Popchnął sędziego, a ten wyrzucił go z boiska i nakazał rozpocząć grę Lubinianom rzutem wolnym pośrednim. Głupie zachowanie rozgrywającego Pasów. Mimo, że w dziesiątkę to Cracovia grała do przodu. Bardzo ożywiło poczynania Pasów wejście Koena van der Bizena. Kilka dobrych strzałów na bramkę Isailovicia pobudziło podopiecznych Szatałowa. Bramka wyrównująca Saidiego Ntibazonkizy z kontrataku to bardzo ciekawy materiał. Widać na pierwszy rzut oka, że asystę ma v.d. Biezen, a Saidi wygrał pojedynek z Hankiem. Jednak gdy policzymy stan liczebny defensywy Zagłębia okaże się, że 5 Lubinian przegrało tą akcję z dwoma graczami Cracovii! Samo podanie Holendra sprawiło, że za akcją zostało 2 obrońców, a trzeci czyli Hanek nie miał szans zdążyć do piłki. Szkoda tylko, że Saidi dostał drugą żółtą kartkę za kopnięcie po golu chorągiewki i musiał opuścić boisko z czerwoną kartką. Cracovia dowiozła punkt. Pokazuje to jednak pewne zjawisko, które w piłce wykorzystywane jest tylko przypadkowo. Gdyby w tej akcji brało udział 4 obrońców to możliwe, że poradziliby sobie. Tutaj wzajemnie sobie przeszkodzili i jedno podanie wyłączyło z akcji trzech obrońców. Paradoks...


środa, 24 sierpnia 2011

Zabrakło kilku minut...


Niestety czeka nas kolejny, szesnasty już rok bez Ligi Mistrzów w Polsce. Wczoraj Wisła uległa po dramatycznym meczu Apoelowi Nikozja 1:3. Przegrała zasłużenie to trzeba przyznać. Jednak nie byłą bez szans. Ciężko mówić o błędach systemowych. Na sześć spotkań w eliminacjach mistrzowie Polski wygrali pięć. Ta drużyna jest silniejsza niż Lech Poznań z przed roku. To co się stało można nazwać pechem. Stracenie trzeciego gola to brak koncentracji. Skoro przy 0:2 Wisła była w stanie się podnieść to wydaje się że utrzymać wynik 1:2 też można było. Otóż nie prawda. To było niezwykle trudne zadanie. Trzeba pochwalić Wisłę bo bliżej Ligi Mistrzów była tylko w meczu z Panathinaikosem. Ciężko było przypuszczać, że w Nikozji Wisła pierwsza zaatakuje. Miały być kontry i były. Niestety nie wytrzymali naporu rywala. Mówi się, że ten stadion jest mały bo ma niewiele ponad 20 tysięcy miejsc więc nie można mówić, że kibice sprawili Wiśle piekło. Otóż to także należy sprostować gdyż pamiętajmy, że ludzie na Cyprze są dużo bardziej ekspresywni niż na kontynencie. Oni z większym temperamentem dopingowali finezyjnie i technicznie grających obcokrajowców w swojej drużynie. Było to utrudnienie. Gratulacje się na pewno należą. Zabrakło niewiele. Jest Liga Europy i trzeba grać dalej. Wiadomo, że w tym sezonie rzeczonych 50 mln złotych Wisła nie zarobi bo w Lidze Europy są mniejsze stawki ale i tak się opłaca. Ponadto zwiększa się szansa na grę przy Reymonta gdyż Liga Europejska ma inne wymagania co do stadionów. Śląska szanse na awans nie są duże ale dobrze im może zrobić to, że odpadną, Jeśli w lidze udowodnią w tym sezonie swoją wartość to ludzie przestaną mówić o przypadkowej drużynie grającej cudem w pucharach dlatego, że Lech miał tylko piąte miejsce. Niech pokażą to co na Legii to będą pewniakiem do przyszłej edycji rozgrywek europejskich. Legia natomiast mimo niekorzystnego wyniku i osłabienia ma  spore szanse. Paradoksalnie będzie grało się łatwiej na Łużnikach gdyż faworyt będzie oczywisty i trzeba będzie skupić się tylko na sobie. To może Legii pomóc. Remis 2:2 w drugim meczu stawia dobrym świetle Legie co nie oznacza, że nie da się tam wygrać. Jeśli Legia zagra swoje, a szczęście nie opuści ich tak jak wczoraj Wisłę to będziemy mieli dwie drużyny w fazie grupowej Ligi Europy...